Czy Huawei rzeczywiście taki straszny, jak go Wujek Sam maluje?

Huawei to dla większości z nas po prostu jeden z wiodących producentów telefonów komórkowych oraz tabletów. Ci nieco bardziej zainteresowani tematem wiedzą, że poza elektroniką użytkową, koncern z Shenzhen jest również jednym z największych na świecie dostawców infrastruktury służącej budowie sieci telefonii komórkowej. Urządzenia tej marki można odnaleźć u praktycznie każdego dostawcy usług komórkowych na świecie, nie wyłączając Polski. Stacje bazowe, kontrolery, centrale, wszystko to, co służy połączeniu użytkowników komórek z Internetem oraz innymi użytkownikami, a bez czego nasze smartfony stają się jedynie mniej lub bardziej wyszukanymi odtwarzaczami multimedialnymi.
Czy Huawei rzeczywiście taki straszny?

Nic więc dziwnego, że kierowane pod adresem koncernu oskarżenia dotyczące wykorzystywania go przez chińskie służby, mogą zachwiać pozycją firmy w Europie i Ameryce północnej oraz Australii. Na czym miałoby polegać to wykorzystywanie? Otóż, jeśli wierzyć amerykańskim ekspertom, Huawei w oferowanych przez siebie elementach infrastruktury GSM wykorzystuje technologię pozwalającą przechwytywać rozmowy telefoniczne, smsy, zdjęcia, dane poufne, korespondencję emailową i wiele innych. Najgorsze jednak miałoby dopiero nadejść, gdyby ktoś zdecydował się na zakup i użytkowanie urządzeń Huawei w tworzonych dopiero sieciach 5G, a więc wkraczającej powoli do naszego świata technologii mobilnej piątej generacji. Aby nie odchodzić zanadto od głównego wątku napisze jedynie, że 5G ma być standardem, który pozwoli na przesyłanie danych z prędkościami kojarzonymi dotąd jedynie z filmami science-fiction, umożliwiając ponadto obsługę takiej ilości urządzeń, że jeśli komuś przyjdzie do głowy podłączyć do Internetu spłuczkę w toalecie, to nie będzie to stanowiło żadnego problemu. Oczywiście, jedynie do chwili w której, jeśli wierzyć w informacje amerykańskich ekspertów, taka spłuczka nie znajdzie się pod kontrolą chińskiego wywiadu. Jakkolwiek nie próbowalibyśmy żartować z narastającego od pewnego czasu sporu, warto byłoby również spróbować przyjrzeć się jego prawdziwej istocie. Od chwili, kiedy informacje na temat rzekomej współpracy firmy ze służbami ChRLD ujrzały światło dzienne, doszło do zatrzymania córki szefa Huawei w Kanadzie i dyrektora oddziału koncernu w Polsce, nie wspominając o aferze dotyczącej lobbowania na rzecz Chin przez członków australijskiego rządu.

Poza wspomnianymi wypadkami, pojawiła się cała masa alarmujących artykułów, wywiadów i opinii, głoszonych przez wszelkiej maści specjalistów od bezpieczeństwa tego i owego. Wyłania się z nich przerażający obraz firmy, której głównym celem jest podsłuchiwanie, podglądanie, wykradanie i knucie. A wszystko to w imię nieśmiertelnych idei wielkiego Mao. A gdyby tak spróbować spojrzeć na sprawę trochę chłodniej i bardziej z dystansu, co byśmy ujrzeli? Ujrzelibyśmy, że ani zatrzymanie córki założyciela firmy przez Kanadę, na prośbę USA, ani pro chiński członek australijskiego rządu, ani nawet zatrzymanie szefa polskiego oddziału Huawei pod zarzutem szpiegostwa nie wskazują na to, że największy na świecie producent infrastruktury 5G używa jej do pozyskiwania poufnych informacji na rzecz chińskiego rządu. Co zatem wynika z trwającego od kilku miesięcy spektaklu? Zasadniczo nic sensacyjnego. Po pierwsze USA nie lubią Iranu, więc gdy tylko córka szefa Huawei zaczęła robić interesy z Teheranem, natychmiast dostała po łapkach. Politycy lobbujący na rzecz tej, czy innej opcji, to też nie mityczne jednorożce, więc wątek australijski również nic nowego do sprawy nie wnosi. Może więc chiński szpieg w polskim oddziale Huawei? Każdy szanujący się wywiad umieszcza ludzi nie tylko w swoich placówkach dyplomatycznych, ale również w organizacjach pozarządowych, prasie, instytutach naukowych, uczelniach i zagranicznych filiach krajowych przedsiębiorstw. Nawet w Polsce, póki jeszcze miała służby, był to zupełnie normalny proceder. Jeśli więc ktoś czuje się zszokowany faktem, że w zagranicznym oddziale jednego z największych chińskich koncernów pracował funkcjonariusz tamtejszego wywiadu, to proponuję nie czytać dalej, bo palpitacje serca murowane. Trudno też nie odnieść wrażenia, że nie chodzi wcale o rzetelne i mozolne dochodzenie do prawdy, ale raczej wmówienie wszystkim wokoło, że Huawei to w istocie narzędzie inwigilacji ChRLD. Co ciekawe zarzut ten jest najsilniej podnoszony przez USA, Kanadę, Wielką Brytanię, Australię i Nową Zelandię. Kraje tzw. „wspólnoty pięciorga oczu”, a więc nieformalnego sojuszu wywiadowczego, którego zadaniem jest inwigilowanie całego świata za pomocą sieci stacji nasłuchowych i satelitów. Jest to więc trochę tak, jakby episkopat narzekał na „niezrzeszonych” pedofilów.

Chciałbym w tym miejscu zaznaczyć, że zgadzam się z tymi, którzy twierdzą, że USA są samozwańczym żandarmem światowego porządku. I równie mocno chciałbym też zaznaczyć, że jeśli już ktoś ma pełnić tę rolę, to zdecydowanie wolę by były to Stany Zjednoczone, niż na przykład Rosja. Nie zmienia to jednak faktu, że bardzo nie lubię, kiedy ktoś lewą ręką wskazuje mi złodzieja, a prawą przeszukuje kieszenie. Tak się właśnie czuję, czytając artykuły na temat rzekomej zależności koncernu z Shenzhen od chińskich służb wywiadowczych. Nie mam wątpliwości, że chińskie służby to jeden z najważniejszych graczy w światowej, szpiegowskiej ruletce, a każdy obywatel Państwa Środka ma obowiązek współpracować z tamtejszymi władzami. Nie mam też wątpliwości, że amerykańskie służby na potęgę inwigilują użytkowników Facebooka, Twittera, czy Instagrama. Sami się o to prosimy. Ponadto korzystają ze wspomnianych już środków masowej inwigilacji powiązanych z „sojuszem pięciorga oczu” oraz metod ujawnionych choćby przez Edwarda Snowdena. Skąd więc nagłe oburzenie rzekomą i niepotwierdzoną żadnymi dowodami działalnością Huawei? Czy chodzi jedynie o to, by nie pozwolić Chińczykom pozyskać narzędzi, posiadanych od dawna przez USA? Huawei twierdzi, że działania zachodu zmierzają do osłabienia pozycji koncernu na rynku międzynarodowym. By okazać swoją dobrą wolę w związku z zatrzymaniem dyrektora polskiego oddziału, firma zaoferowała naszym specjalistom dostęp do kodów źródłowych projektowanej infrastruktury. I co? I cisza. Nasi nabrali wody w usta. Dlaczego? Być może dlatego, że zatrzymując z hukiem dyrektora Huawei na Polskę, wcale nie działaliśmy w interesie naszego kraju. A pozwalając Chińczykom na udowodnienie, że nie mają nic do ukrycia, przestaniemy też działać w interesie tych, którzy kazali nam Weijinga W. zatrzymać. Technologia 5G opracowywana przez chińczyków jest o wiele bardziej zaawansowana i tańsza niż oferta zachodnich konkurentów. Eksperci wprost twierdzą, że jeśli nie skorzystamy z tego, co osiągnął Huawei, wprowadzenie standardu 5G w Europie opóźni się nawet o 2 lata. W świecie technologii 2 lata to prawdziwa przepaść. Łatwo z tej perspektywy zrozumieć, jaką przewagę osiągnęli Chińczycy. Może więc prawdziwym podłożem afery z koncernem Huawei w tle jest to, że chińskie rozwiązania zaimplementowane w infrastrukturze 5G w jakiś sposób uniemożliwią lub utrudnią pracę tym, którzy do tej pory bez przeszkód i skrępowania podsłuchiwali, kogo chcieli? Może wcale nie chodzi o to, że Pekin też będzie słuchał ale o to, że ci, którzy do tej pory słuchali, już słuchać nie będą mogli? USA od lat wciela w życie staropolską zasadę „co wolno wojewodzie…”. Gdzieś po drodze umknął jednak Amerykanom fakt, że na świecie przybywa wojewodów. Osobiście jest mi prawie wszystko jedno, czy podsłuchiwać będą mnie Amerykanie, czy Chińczycy. Byle nie podsłuchiwali mnie nasi. Bo to zupełnie tak, jakby mnie podsłuchiwali Rosjanie.

Pytania?
Skontaktuj się
Rozwód a podsłuch

Rozwód a podsłuch?

Rozwód a podsłuch? Ponieważ o podsłuchiwaniu robi się od jakiegoś czasu co raz głośniej, postanowiłem przybliżyć Państwu tę tematykę z

Czytaj dalej...

Formularz kontaktowy

    Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Inveritas Tomasz Broniś z siedzibą w Grodzisku-Mazowieckim, przy ulicy Osowieckiej 1G w celu przesyłania treści marketingowych na mój adres e-mail lub numer telefonu podany powyżej w formularzu kontaktowym.

    Zawiadamiamy, że administratorem Państwa danych osobowych podanych w powyższym formularzu jest Inveritas Tomasz Broniś z siedzibą w Grodzkisku-Mazowieckim, przy ulicy Osowieckiej 1G. Wszelkie pytania i wątpliwości prosimy kierować do naszego ADO, Tomasz Broniś na adres kontakt@inveritas.pl. Państwa dane przetwarzane będą wyłącznie w celu udzielenia odpowiedzi na zapytanie zgodnie z zasadą, która głosi, że przetwarzanie danych jest zgodne z prawem jeżeli jest niezbędne w celu realizacji umowy lub przed jej zawarciem. W przypadku wyrażenia powyższej zgody, dane będą również wykorzystywane do przesyłania treści marketingowych. Pełne informacje o danych osobowych znajdziecie Państwo w naszej polityce prywatności.