Znikający podatnik, czyli karuzela + VAT

Jeśli chcesz przyprawić swoja nastoletnią latorośl o palpitacje serca, wyjedź na zaplanowane odpowiednio wcześniej wakacje, a w ich połowie zadzwoń do niej i powiedz „syneczku/córeczko, było do bani, właśnie jedziemy z lotniska i za 15 minut będziemy w domu”. Jeśli chcesz zrobić to samo komuś, kto prowadzi własny biznes, zbierz kilku znajomych i wparuj do jego firmy z samego rana krzycząc „kontrola skarbowa!”.
Znikający podatnik - czyli karuzela VAT

Byłoby to być może nawet zabawne, gdyby urzędy skarbowe w Polsce siały postrach jedynie wśród tych, którzy faktycznie mają na sumieniu niecne, skarbowe uczynki. Niestety, choć nikt na górze tego oficjalnie nie przyzna, rodzima skarbówka funkcjonuje nie po to, by podatnik czuł respekt i płacił podatki na czas, ale po to, by w przypadku nagłej potrzeby, wyciągnąć z magicznego, państwowego kapelusza pieniądze potrzebne na kolejne, szczodre obietnice wyborcze. Tyle, że niczym w historyjkach o radiu Erewań, wcale nie chodzi o kapelusz, tylko o ostatnie kalesony i nie państwowe, tylko przedsiębiorców, a i z magią ma to jedynie tyle wspólnego, że potrafią nam zabrać nawet to, czego wcale nie mamy. Szczególnie mocno ten stan odczuli przedsiębiorcy, którzy mieli nieszczęście paść ofiarą tzw. karuzeli VAT. Proceder znany od lat, równie długo piętnowany i obarczany odpowiedzialnością za budżetowe niedomagania. Tyle, że mimo tych wszystkich strasznych rzeczy, które z niego wynikają, żaden rząd nie zrobił nic, by go faktycznie ukrócić. Robi się natomiast bardzo wiele, by budżet pośrednio czerpał korzyści z działania osób trudniących się przestępczym procederem i nikogo nie obchodzi fakt, że od rykoszetów padają, jak muchy także uczciwi przedsiębiorcy.

Jak to faktycznie działa? Zgodnie z wymaganiami US każdy przedsiębiorca jest zobowiązany do dochowania należytej staranności przy doborze kontrahenta. Oznacza to, że zanim zdecyduje się nawiązać z nim współpracę, szczególnie jeśli działa w branży objętej zwiększonym ryzykiem nadużyć związanych z wyłudzeniami VAT, powinien sprawdzić, czy nie ma do czynienia z firmą wydmuszką. Wydmuszki, jak zdaje się myśleć przeciętny pracownik kontroli skarbowej, są łatwo rozpoznawalne bo nad ich siedzibami wisi zazwyczaj wielki, czerwony balon z napisem „zrobimy cię na szaro”. Podobnie myślą chyba ludzie, którzy stworzyli ww. przepis, skoro uważają, że polski przedsiębiorca to osoba cierpiąca na nadmiar wolnego czasu, który z przyjemnością spożytkuje na podróżowanie po kraju i sprawdzanie, czy ewentualny kontrahent nie ma zamiaru zniknąć wraz z nienależnym podatkiem. Kończąc jednak z żartami, bo temat jest zdecydowanie poważny, spędzający sen z powiek wymóg dochowania należytej staranności położył na łopatki już nie jedną firmę. Wynika to z faktu, iż pieniędzy które wyłudzą oszuści, skarbówka szuka u tych, którzy robili z nimi interesy. Nie ma przy tym znaczenia, że nie byli świadomi z kim współpracują, bo podstawą do działania jest właśnie przepis nakładający obowiązek dochowania należytej staranności przy sprawdzaniu kontrahenta. I tak zgodnie z policyjną maksymą „nie ważne, czy ty ukradłeś, czy tobie ukradli, ważne że byłeś zamieszany w kradzież”, efekt karuzeli uderza we wszystkich kierunkach. A że przy okazji kontrola skarbowa utopi Bogu ducha winną firmę, a jej pracowników wyśle na bruk, to już jest sprawa urzędu pracy. Najważniejsze, żeby statystyka i dochody z podatków się zgadzały. Do niedawna interpretacja tego, czy przedsiębiorca zrobił, co powinien, czy też sprawę pokpił, należała do US. Jego pracownicy, jak wiadomo, rzadko kiedy wypuszczali z rąk jakąkolwiek okazję do złupienia podatnika, a i tłumaczyć się nikomu nie musieli, bo o jakiejkolwiek wiążącej definicji „dochowania należytej staranności” nikt nie słyszał. Kilka miesięcy temu coś jednak w betonowych umysłach pracowników Ministerstwa Finansów pękło, a do środka dostała się iskierka oświecenia, będąca efektem społecznych konsultacji. Pojawiły się wytyczne dotyczące tego, na jakiej podstawie pracownicy skarbówki mają oceniać, czy dany podmiot dochował należytej staranności, czy też nie. Oczywiście łatwo zauważyć, że po pierwsze są to jedynie wytyczne, po drugie, ich adresatem są urzędnicy, a nie przedsiębiorcy. Trudno jednak nie dostrzec w tym wszystkim światełka nadziei, bo nawet skarbówka nie będzie mogła sobie już pozwolić na pełną dowolność. Co więcej, przedsiębiorcy którzy bazując na powyższych wytycznych dokonają weryfikacji swoich kontrahentów, będą mieli w ręku trudny do zbicia argument w ewentualnym starciu z US.

Cóż bowiem więcej można uczynić, skoro oparto się na wskazówkach samego Ministerstwa Finansów i Krajowej Administracji Skarbowej? Oczywiście wciąż nie daje nam to stu procentowej gwarancji nietykalności, bo jak wiadomo, Urzędy Skarbowe nie takie przepisy miały w poważaniu. Jeśli jednak urzędnik będzie musiał z przysłowiowego kapelusza wyciągnąć pieniądze dla swoich umocowanych politycznie zwierzchników, chętniej uderzy w przedsiębiorcę, który nie skorzystał z wytycznych, niż w tego, który odpowiednio wcześniej i zgodnie z wytycznymi dokonał weryfikacji swoich kontrahentów. Ze swej strony dodałbym do powyższych wytycznych jeszcze jeden istotny punkt. Jeśli już zdecydujecie się wyjść naprzeciw oczekiwaniom urzędników, pójdźcie również krok dalej i weryfikację kontrahentów zlećcie profesjonalistom. Oszczędzicie nie tylko czas i uzyskacie gwarancję, że nic nie zostanie przeoczone, ale ponadto wykażecie, że z punktu widzenia praktyki i doświadczenia biznesowego nie można było zrobić nic więcej, by uczynić zadość wymogom dochowania należytej staranności. W takiej sytuacji nawet naczelnik US zastanowi się dwa razy, nim podejmie negatywną dla Was decyzję, która miałaby nikłe szanse utrzymania się w sądzie.

Pytania?
Skontaktuj się
Trumpolina dla Putina

Trumpolina dla Putina

Trumpolina dla Putina Sprawa ewentualnego posiadania przez Rosjan materiałów kompromitujących Donalda Trumpa już mocno przycichła, więc to zdecydowanie dobry moment,

Czytaj dalej...

Formularz kontaktowy

    Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Inveritas Tomasz Broniś z siedzibą w Grodzisku-Mazowieckim, przy ulicy Osowieckiej 1G w celu przesyłania treści marketingowych na mój adres e-mail lub numer telefonu podany powyżej w formularzu kontaktowym.

    Zawiadamiamy, że administratorem Państwa danych osobowych podanych w powyższym formularzu jest Inveritas Tomasz Broniś z siedzibą w Grodzkisku-Mazowieckim, przy ulicy Osowieckiej 1G. Wszelkie pytania i wątpliwości prosimy kierować do naszego ADO, Tomasz Broniś na adres kontakt@inveritas.pl. Państwa dane przetwarzane będą wyłącznie w celu udzielenia odpowiedzi na zapytanie zgodnie z zasadą, która głosi, że przetwarzanie danych jest zgodne z prawem jeżeli jest niezbędne w celu realizacji umowy lub przed jej zawarciem. W przypadku wyrażenia powyższej zgody, dane będą również wykorzystywane do przesyłania treści marketingowych. Pełne informacje o danych osobowych znajdziecie Państwo w naszej polityce prywatności.