Zwalczając sabotaż, myśl jak sabotażysta

Detektyw - Kraków - Gdańsk - Poznań - Wrocław - Łódź

Zwalczając sabotaż, myśl jak sabotażysta

Zwalczając sabotaż, myśl jak sabotażysta detektyw Łódź

W ostatnich miesiącach coraz częściej słyszymy o próbach sabotażu, podpaleniach, aktach dywersji i działaniach prowadzonych na rzecz obcych służb.


Nie są to jednak operacje przypominające klasyczne działania specjalne, realizowane przez wyszkolonych oficerów wywiadu czy komandosów.
Znacznie częściej mamy do czynienia z niewykwalifikowanymi wykonawcami.
Przypadkowymi. Zwerbowanymi przez internet. Działającymi dla pieniędzy.
Czasem nie do końca świadomymi tego, dla kogo naprawdę pracują.

W przestrzeni publicznej pojawia się określenie „agentura proxy”. To osoby wykorzystywane do realizacji określonych zadań bez widocznego związku ze zleceniodawcą. Taki wykonawca może otrzymać prostą instrukcję, zdjęcie celu, pieniądze i jedno zadanie: sprawdzić teren, zrobić zdjęcia, zostawić paczkę, coś podpalić albo uszkodzić.

Nie musi znać całego planu.
Nie musi rozumieć szerszego kontekstu.
Nie musi być profesjonalistą.
I właśnie dlatego jest niebezpieczny.

Bardzo trafnie opisał to płk. Wrzeciono: ludzie jak drony. Wysyłasz i zapominasz. Jeśli się uda — świetnie. Jeśli nie — wyślesz następnego. A potem kolejnego.

To brutalna, ale skuteczna logika działania. Można ją porównać do ludzkiego ataku saturacyjnego. Nie chodzi o to, żeby każdy wykonawca był doskonały. Chodzi o to, że przy odpowiedniej liczbie prób, słabym rozpoznaniu zagrożeń i braku reakcji na nietypowe zachowania, ktoś w końcu może się przebić.
Nie musi mieć doświadczenia w Specnazie. Wystarczy, że będzie miał czas, możliwość obserwacji i prostą instrukcję działania.
Każdy atak zaczyna się od obserwacji

Wyobraźmy sobie zakład przemysłowy o profilu militarnym albo obiekt istotny dla bezpieczeństwa państwa czy gospodarki.
Kamery. Ochrona. System kontroli dostępu. Ogrodzenie. Drut kolczasty. Procedury. Identyfikatory.
Z zewnątrz wszystko wygląda poważnie. Wielu osobom taki obraz daje poczucie bezpieczeństwa. Ale najważniejsze pytanie brzmi inaczej:
Czy ochrona zauważy, że ktoś obserwuje obiekt? Nie że próbuje wejść przez płot. Nie że coś podpala. Nie że wynosi sprzęt. Tylko że stoi, patrzy, sprawdza, liczy, fotografuje, wraca kolejnego dnia i porównuje.

Bo każdy atak, sabotaż, włamanie czy próba nieuprawnionego wejścia zaczyna się od rozpoznania. Czasem bardzo prostego. Z samochodu zaparkowanego przy drodze. Z przystanku autobusowego. Z pobliskiego chodnika. Z drona. Z profilu w mediach społecznościowych. Z rozmów z pracownikami. Jeśli przeciwnik może obserwować obiekt wystarczająco długo, zaczyna poznawać jego rytm.
Kiedy zmienia się ochrona. Gdzie są martwe pola kamer. Którędy chodzą pracownicy. Jak wyglądają obchody. Kiedy brama jest otwierana najczęściej. Gdzie procedura istnieje na papierze, ale nie działa w praktyce.
To moment, w którym przeciwnik zyskuje przewagę.

To on wybiera czas, miejsce i sposób działania. To on wykorzystuje zaskoczenie. To on zmusza organizację do reakcji na swoim własnym terenie. Technologia nie zastępuje myślenia. Wiele organizacji inwestuje w monitoring, kontrolę dostępu, alarmy, ogrodzenia, czujniki i systemy rejestracji gości. To wszystko jest potrzebne. Problem pojawia się wtedy, gdy technologia zastępuje myślenie.
Kamera nie daje bezpieczeństwa sama z siebie. Ogrodzenie nie daje bezpieczeństwa samo z siebie. System kontroli dostępu nie daje bezpieczeństwa sam z siebie. Bezpieczeństwo pojawia się dopiero wtedy, gdy człowiek rozumie, przed czym naprawdę chroni obiekt i jak może działać przeciwnik.
A przeciwnik też korzysta z technologii. Ma telefon. Ma komunikator. Ma mapy satelitarne. Ma media społecznościowe. Może mieć zdjęcie celu, prostą instrukcję i obietnicę wynagrodzenia.A przede wszystkim ma wyobraźnię.

Procedury często chronią przed wczorajszym zagrożeniem.
W wielu obiektach procedury bezpieczeństwa nadal są pisane tak, jakby głównym zagrożeniem był przypadkowy intruz, podchmielony amator mocnych wrażeń albo osoba, która przez pomyłkę weszła nie tam, gdzie trzeba. Tymczasem mapa zagrożeń wyraźnie się zmieniła. Dziś zagrożeniem może być człowiek, który nie wygląda groźnie. Nie próbuje forsować bramy. Nie zachowuje się agresywnie. Nie budzi natychmiastowego alarmu.

Może po prostu stać i patrzeć.
Może robić zdjęcia.
Może udawać kuriera.
Może zadawać niewinne pytania.
Może testować reakcję ochrony.
Może sprawdzać, czy ktoś w ogóle zareaguje.
I często właśnie brak reakcji jest dla niego najważniejszą informacją.

Myślenie jak przeciwnik nie jest paranoją.
W bezpieczeństwie fizycznym łatwo pomylić czujność z przesadą. Nikt nie chce tworzyć atmosfery oblężonej twierdzy ani utrudniać pracy organizacji bardziej, niż to konieczne. Ale świadomość zagrożeń nie jest paranoją.
To podstawowy element odporności organizacji.
Myślenie jak sabotażysta oznacza umiejętność zadania sobie prostych pytań:
Gdybym chciał rozpoznać ten obiekt, skąd bym obserwował?
Gdybym chciał wejść niezauważony, gdzie szukałbym słabego miejsca?
Gdybym chciał wykorzystać rutynę pracowników, na co bym patrzył?
Gdybym miał tylko telefon, internet i kilka godzin, czego mógłbym się dowiedzieć?
Takie pytania potrafią ujawnić więcej niż kolejna formalna kontrola zgodności z procedurą.

Chcesz walczyć z sabotażem? Myśl jak sabotażysta.
Sabotaż nie zawsze zaczyna się od wybuchu, pożaru albo przeciętego ogrodzenia.
Często zaczyna się dużo wcześniej.
Od spojrzenia.
Od zdjęcia.
Od obserwacji.
Od rozmowy.
Od sprawdzenia reakcji.
Od znalezienia rutyny, której nikt już nie zauważa.
Dlatego organizacje, które naprawdę chcą podnosić poziom bezpieczeństwa, powinny uczyć swoich ludzi nie tylko procedur, ale także sposobu myślenia przeciwnika.

Bo jeśli my nie zadamy sobie pytania, jak można zaatakować nasz obiekt, zrobi to ktoś inny. I zrobi to z zupełnie inną intencją.

W Inveritas prowadzimy szkolenia dla pracowników ochrony, administratorów obiektów, szefów komórek bezpieczeństwa oraz osób odpowiedzialnych za infrastrukturę i bezpieczeństwo organizacji. Koncentrujemy się na praktyce: realnych zagrożeniach, sposobie działania przeciwnika, rozpoznaniu obiektu, podatnościach fizycznych i organizacyjnych oraz budowaniu świadomości ludzi, którzy każdego dnia odpowiadają za bezpieczeństwo.
Chcesz sprawdzić, czy Twoja organizacja potrafi patrzeć na obiekt oczami przeciwnika? Skontaktuj się z nami.

Rozwód, a nielegalny podsłuch.


Czy dowód zdobyty nielegalnie może pomóc w sprawie rozwodowej? Skoro coś zostało zdobyte niezgodnie z prawem, sąd powinien to po prostu odrzucić, prawda? Rzeczywistość okazuje się niejednoznaczna.


czytaj

Fakty i mity o prywatnych detektywach.


Zawód prywatnego detektywa obrósł w legendy. Część z nich zawiera ziarno prawdy. Większość — niekoniecznie. Poniżej rozprawimy się z kilkoma najpopularniejszymi.


czytaj

Jak ukraść towar, nie wstając z fotela?


Dla nich nie jest ważne, co kradną. I tak to spieniężą. A wyłudzony towar dużo trudniej wyśledzić, niż wyłudzone pieniądze.


czytaj

Bądź kim chcesz. W sieci, możesz...


Jeszcze do niedawna tworzenie fałszywych tożsamości kojarzyło się z koniecznością posiadania dostępu do fałszywych dokumentów, kontaktów w świecie przestępczym lub służbach specjalnych.


czytaj

Zwalczając sabotaż, myśl jak sabotażysta detektyw

Zwalczając sabotaż, myśl jak sabotażysta

W ostatnich miesiącach coraz częściej słyszymy o próbach sabotażu, podpaleniach, aktach dywersji i działaniach prowadzonych na rzecz obcych służb.


czytaj całość
Rozwód, a nielegalny podsłuch. detektyw

Rozwód, a nielegalny podsłuch.

Czy dowód zdobyty nielegalnie może pomóc w sprawie rozwodowej? Skoro coś zostało zdobyte niezgodnie z prawem, sąd powinien to po prostu odrzucić, prawda? Rzeczywistość okazuje się niejednoznaczna.


czytaj całość

Zapraszamy do kontaktu:
tel.: +48 606 594 646

pon.-sobota 8.00-19.00

📞︎

606 594 646

✉︎

Prześlij wiadomość



wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych zgodnie z polityką prywatności